Submachine 9, Esensja review


Ze wszystkich stron oglądasz trzymane w ręku urządzenie. Coś jakby pilot, mocno nadgryziony zębem czasu… Ma miejsce na osiem klawiszy, ale tylko siedem z nich tkwi na swoim miejscu. Z głupia frant naciskasz dowolny z nich…

…i czujesz, że coś się wydarzyło. Coś się zmieniło.

Ty? Świat dokoła? Niby żadnych zmian nie widać. Ale jednak… Hm, a może jedynie w miejscu, w którym stoisz, nie jesteś w stanie zauważyć żadnej różnicy?
Mateusz Skutnik, twórca wszystkich części „Submachine”, informował jeszcze przed premierą, że dziewiąta odsłona cyklu, „The Temple”, jest ponad dwukrotnie większa od części poprzedniej („The Plan”) – pierwszej, której wersję offline HD można było także kupić. „Świątynia” jest droższa od „Planu” – $5 w miejsce $2 – niemniej nie ma się nad czym dłużej zastanawiać: jest to kwota niewielka, produkt jest wart swej ceny (otrzymujemy zipa z wersją na PC, Maca oraz empetrójki z podkładem muzycznym), a polskie produkcje wspierać trzeba.

Gry z cyklu „Submachine” polegają na wędrówce po dziwnych miejscach (w dużej mierze statyczne kadry, nawigacja po bokach ekranu), na których należy odnajdywać przeróżne przedmioty, a następnie (najczęściej w innych miejscach) je używać. Nic skomplikowanego, o ile ma się w miarę dobry wzrok i ochotę na rozwiązywanie prostych zagadek logicznych. Tajemnicą sukcesu tych gier (uznawane są za najlepsze w swej kategorii w wielu obcojęzycznych portalach) jest nastrój. Skutnik na potrzeby gry wykreował Tajemnicę i teraz konsekwentnie ją rozwija. Tajemnica zyskała uznanie wśród fanów z całego świata, których zaangażowanie nie tylko dało sens tworzenia gier-światów pobocznych (jak „Submachine Universe”), ale przede wszystkim umożliwiło uniezależnienie się od kaprysów portali-sponsorów.

Scenerią dziewiątej odsłony gry są podziemia (początkowo akcja dzieje się na powierzchni) południowoazjatyckiej świątyni. Twórca wplótł w kadry architektoniczno-religijny mix tamtejszych okolic, niemniej mowa jest przede wszystkim (nie licząc tajemniczego głównego bohatera, Murtaugha) o Sziwie. Jest to też pierwsza gra, w której Murtaugha można dotknąć… Nie chcąc zdradzać szczegółów fabuły, a chcąc pozostawić graczom przyjemność odkrywania pomysłów autora, pozostaje jedynie dodać, że przejście gry do jej zakończenia bynajmniej nie oznacza… końca gry. Ba, niektóre lokacje czy przedmioty są dostępne dopiero wtedy! Ale uwaga: do niektórych miejsc, po przejściu do końca, nie da się wejść powtórnie. Dlatego warto każdą sekcję spenetrować bardzo dokładnie, nim się przejdzie do kolejnej (każdej wieloekranowej sekcji towarzyszy inny zapętlony ambientowy podkład muzyczny). Oczywiście, czasami element znaleziony w sekcji Y trzeba zastosować wracając do sekcji X…

„Świątynia” kończy się zapowiedzią ciągu dalszego, czyli części dziesiątej. Czekamy z niecierpliwością… i obawą, bo jej zapowiadany tytuł to „The Exit”.

[source]