Wszystkie zagadki Subnetu


Ok, o submaszynie wspominałem już wielokrotnie. Ok, pisywałem już jak mnie wciągała niejednokrotnie na długie chwile. Ale akurat ta gra jest warta każdego poświęconego jej słowa. Tym bardziej, że jest pewna okazja.

Grudniowy update Subnetu.

No to trochę jakby się świat przeładował raz jeszcze i się bugi wyprostowały. (Nie mam nic przeciw meandrom Bugu).

Ale co to jest Subnet i co oznacza jego update? Cóż nie zamierzam odpowiadać na to pytanie wprost. Opowiem zamiast tego o submaszynie. Seria gier Submachine opowiada historię (w zasadzie historie) ludzi zagubionych w Subnecie. Nie opowiada przy tym za bardzo, czym jest sam Subnet, albo dlaczego ci ludzie tam się zagubili. Gra polega na ucieczce z tegoż. To taki escape game jakich wiele w sieci, tylko że… nie. Jest całkiem inny.

Obraz

Całość historii jest spięta świetnymi, dość mrocznymi grafikami. To jest w zasadzie gra oparta na statycznych obrazach z kilkoma ruchomymi elementami. To znaczy, że obraz musi być piękny, bo wpatrujemy się w niego długo. Elementy aktywne muszą być częścią tego obrazu. Nie odznaczać się w oczywisty sposób. To wymaga niesamowitej spójności grafiki z silnikiem. Wiele indykowych przygodówek posiada grafikę na poziomie clipartów wordarta, szczególnie od momentu kiedy zaczęły się one pojawiać na androidach czy iosach masowo. Mam czasem wrażenie, że gdzieś w sieci jest wielka biblioteka cyfrowych kłódek z których korzystają autorzy kolejnych wersji 100 par drzwi czy innych eskejpowych produkcji. Oni te zebrane elementy łączą jak popadnie i dostajemy na koniec coś w klimacie własnie wordarta we wczesnym ofisie. Skutnik rysuje submaszynę sam. Jest rysownikiem komiksów ze świetnym warsztatem. To daje ogromną akuratność wszystkim elementom. Nic nie odstaje, wszystko jest usprawiedliwione.

Tajemnica

Historie wszystkich części są ze sobą powiązane. W teoretycznie nic nie znaczących (dla zagadek) dokumentach znajdujemy informację o ludziach, którzy podobnie jak my ugrzęźli w tym świecie, albo wręcz przeciwnie — badają go i nad nim panują. To jest posmak tajemnicy, jakiego oczekuję od takich historii. W każdej chwili mam wrażenie, że to co odkrywam to tylko czubek góry lodowej tajemnicy. To jedne z niewielu gier, do których robiłem prawdziwe notatki. Już nie tylko po to żeby je przejść, ale po to, żeby nie uronić choćby jednego motywu z historii jaką opowiadały. Rysowałem mapy relacji między bohaterami niezależnymi (którzy w grze się nie pojawiają wprost) starając się dojść do tego jaką oni pełnią w tym rolę. Potężna tajemnica w tle to element bez którego podobne gry są tylko prostymi łamigłówkami. (Dotyczy to też dużej części prawdziwych escaperoomów ale o nich szykuję zupełnie inny post, to się nie będę teraz wynurzał.) Tę część autor ogarnął perfekcyjnie. Zresztą polecam jego komiksy z serii Rewolucje. To podobny klimat.

Trudność

Bardzo lubię kiedy zagadki są usprawiedliwione. Co to znaczy? To znaczy, że nie pojawia mi się nagle zagadka-rymowanka, tylko dlatego że jest fajna. Tło zagadki musi być transparentne. Nie mam się zastanawiać nad samym rozwiązaniem dla rozwiązania jak w typowych hacking-games. Tam takie skomplikowane zagadki się tłumaczą. W submaszynie wszystkie istniejące zagadki opierają się na mechanizmach świata w jakim jesteśmy i tak działają. Bywają zagadki cholernie trudne i zdarzało mi się podpatrywać jakieś solucje, tylko po to żeby za chwilę pacnąć się w łeb, że to przecież oczywiste. Klasyczne przygodówki często frustrują rozwiązaniami w stylu daj małpie parasol, żeby otworzyła się katedra, i ile potrafiło to być śmieszne w Małpich Wyspach czy Goblinach o tyle mnóstwo innych przygodówek z czasów amigowych rzuciłem w kąt i nigdy do nich nie wróciłem, właśnie z powodu logiki zagadek. W subnecie wszytko jest wyważone. Wskazówki są wszędzie dookoła, ale dzięki spójnej grafice trzeba na prawdę uważać, żeby ich nie przeoczyć.

Dźwięk

A wszystkiemu towarzyszy piękne ambientowe tło, które samo w sobie nie powaliłoby może mnie na kolana, ale w tym zestawieniu dopełnia pozostałe elementy idealnie.

No ale o co z tym subnetem chodzi?

Pierwsza część submaszyny pojawiła się w 2005 roku i w zasadzie od razu zyskała rozgłos. Wszystkich części w serii było 10 plus dodatkowe trzy takie z wątkami pobocznymi. Ostania część — 10 pojawiła się w 2015 roku. Gry nie zestarzały się dziś i dziś jeszcze często do nich wracam. No i teraz ten Subnet. Bo to od tego się zaczął się ten post. Otóż Skutnik Mateusz twierdzi, że zakończył serię submaszyn, lub przynajmniej mu się tak wydaje. Ostatnia część submaszyny nie wyjaśniła niczego, jak zresztą każda inna. Wszystkie pozostawiają po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Dlatego powstał projekt o nazwie Submachine Universe, który w zasadzie nie jest kolejną grą. Jest wyjaśnieniem. Oczywiście wyjaśnieniem w typowym dla klimatu stylu. Poruszamy się po całym subnecie czyli universum gry odkrywając prawdę ze skrawek notatek, czy z referatów naukowych badaczy subnetu, które znajdujemy. Piękno Submachine Universe polega na tym, że jest to świat, który sam przedstawia się graczowi, krok po kroku. Pokazując kolejne wątki tej samej tajemnicy jednocześnie nie pokazując rozwiązania. No i tenże właśnie projekt dostał aktualizację w grudniu, która nakłoniła mnie do pochylania się raz jeszcze nad submaszyną. Ot i cała historia. Ale jaka piękna.

Jakby ktoś chciał zacząć zabawę z Submaszyną to lepiej nie zaczynać od Universe. Lepiej tak po kolei, po bożemu. Całą kolekcję można kupić za jakieś $25 wraz z soundtrackiem w mp3. Zdecydowanie warto. Można też pograć na webie za darmo, chyba we wszystkie części. Submachine Universe jest udostępniony w całości za free tutaj.

Polecam też bardzo komiksy tegoż autora a z gier warto też się przyjrzeć Cover Frontowi oraz corocznej zabawie w poszukiwanie nowego roku.

A jeszcze z rzeczy rokujących na przyszłość jest coś całkiem nowego: https://mateuszskutnik.itch.io/the-crecy-evaluation i to wygląda i pachnie jakby się miało być może rozwinąć kiedyś w kolejną serię w subświecie…

Autor: Michał Franczak