Rewolucje 10; recenzja na Esensji


Automatyzacja, głupcze!

W krainie Rewolucji zachodzą – jakżeby inaczej – rewolucyjne zmiany. Logika rozwoju technologicznego jest nieubłagana – pracownik staje się zbędny i zastępuje go automat. Robotnicy podejmują wprawdzie walkę w obronie swoich praw, ale w starciu z bezdusznymi maszynami są oni całkowicie bezradni.

Wszystko zaczyna się dość niewinnie. Oto dwaj politycy toczą w parlamencie dyskusję na temat kierunku, w jakim powinien pójść rozwój społeczny. To starcie jest okazją do erystycznych popisów przedstawicieli skrajnie przeciwstawnych punktów widzenia. Z jednej strony prezentowany jest pogląd, zgodnie z którym robotnik stanowi najsłabsze ogniwo systemu produkcyjnego. Musi bowiem jeść, odpoczywać, a co gorsza ma skłonności do flirtowania z kobietą, co prowadzi do wiadomych rezultatów. Co więcej, człowiek staje się robotnikiem w efekcie braku umysłowych predyspozycji, z powodu lenistwa lub też złej woli. Rezygnując z pracy nad sobą, sam skazuje się na przynależność do głupszej części społeczeństwa. Z drugiej strony natomiast prezentowana jest argumentacja, według której robotnik stanowi kluczowy element procesu produkcji. Bez niego nic nie mogłoby przecież zostać stworzone. Doświadczenie i wiedza zdobyte przez robotnika w trakcie pracy są bezcenne, Co więcej, gdyby dać mu szansę, mógłby on również rozwijać się i kształcić przyczyniając się tym samym do przyspieszenia rozwoju technologicznego.
W trakcie tej dyskusji, pewny siebie i cyniczny Georg, który reprezentuje tę pierwszą perspektywę, zdobywa przewagę nad nieco zagubionym Friedrichem, który stopniowo traci grunt pod nogami. Słuchający tej dyskusji parlamentarzyści dają się uwieść antyrobotniczej tyradzie Georga i popierają zgłoszony przez niego projekt pełnej automatyzacji. Klamka zapadła – robotnicy będą stopniowo zastępowani automatami. Następstwa tej decyzji są łatwe do przewidzenia. Rewolucji technologicznej nic nie jest w stanie zatrzymać. Automatyzacja zatacza coraz szersze kręgi, a budzący się do życia ruch walki o prawa robotników ponosi kolejne porażki. Na tle tych przemian społeczno-gospodarczych śledzimy życie prywatne Georga, inicjatora i głównego architekta automatyzacji. Ambitny polityk przypłaca niestety sukcesy polityczne brakiem szczęścia w życiu osobistym. Opuszczony przez żonę szuka pocieszenia w ramionach kolejnych pokojówek, które traktuje instrumentalnie.

Akcja komiksu obejmuje kilkadziesiąt lat, skondensowanych na pięćdziesięciu planszach. W konsekwencji opisywane tu przeobrażenia są ukazywane z przez pryzmat wyrazistych przełomów. Scenarzysta wydobywa kluczowe momenty i wokół nich konstruuje narrację. Takie rozwiązanie sprawdza się dobrze w przypadku syntetycznego ukazania przeobrażeń społecznych i technologicznych, ale nie jest zbyt korzystne jeśli chodzi o konstrukcję i rozwój postaci, które z konieczności stają się dość jednowymiarowe. Główny ciężar narracji skupia się tu na postaci Georga, którego widzimy na przestrzeni kolejnych lat, jako osobę całkowicie pozbawioną skrupułów i przekonaną o słuszności swojej misji. Te migawki pozwalają czytelnikowi wyrobić sobie zdanie na jego temat, ale niemal całkowicie spychają na dalszy plan pozostałych bohaterów. Jest to jednak zrozumiałe w kontekście określonych rozwiązań narracyjnych – główną rolę odgrywa tutaj bowiem nie tyle wyrachowany zwolennik i animator automatyzacji, ile określony proces dziejowy, który toczy się tak a nie inaczej, bez względu na to, kto dokonuje określonych wynalazków.
O socjologizującym charakterze komiksu świadczy nie tylko wysunięcie na pierwszy plan procesu przeobrażeń społeczno-technologicznych, ale także szereg intrygujących nawiązań do zjawisk opisywanych w socjologicznych traktach. Nawet jeżeli większość z nich potraktowana została tu w sposób satyryczno-ironiczny, to i tak są one kluczowym układem odniesienia. Rewolucja przemysłowa, rozwój technologiczny wraz z siłami, które usiłowały mu się przeciwstawiać (np. w postaci ruchu luddystów), podziały i nierówności społeczne, walka o prawa robotników, ruch emancypacji kobiet – wszystko to są zjawiska, którym socjologia zawsze poświęcała wiele uwagi. W narrację dotyczącą tych zdarzeń umiejętnie zostały także wplecione wyraziste ideologie, które napędzały ten proces zmian, bądź też próbowały go zatrzymać, lub nadać mu inny kierunek.

Wszystkie te przemysłowo-technologiczne przeobrażenia zostały zobrazowane w bardzo atrakcyjny sposób. Mateusz Skutnik wykreował przez lata pracy nad kolejnymi tomami „Rewolucji” niepowtarzalny styl graficzny, który stanowi główny atut komiksu. Steampunkowa stylistyka doskonale sprawdza się w opowieści o rewolucji technologicznej. Nieco drżąca, rozchwiana kreska, za pomocą której autor tworzy zarówno postacie jak i tła buduje surrealistyczny klimat, w jakim rozgrywa się opowieść. Jednak tym co urzeka szczególnie, jest oszczędna, ale bardzo wymowna kolorystyka. Akwarele nakładane na papier o wyrazistej fakturze tworzą wspaniałe wzory, a decyzja bu ograniczyć się w tym tomie do zieleni i fioletów gdzieniegdzie kontrapunktowanych czerwienią okazała się strzałem w dziesiątkę. Ten odrealniony na poziomie graficznym świat doskonale współgra z odwołującą się do rzeczywistych przeobrażeń społecznych narracją.
Komiks Jerzego Szyłaka i Mateusza Skutnika czyta się trochę jak podręcznik z socjologii – tyle tylko, że jest to podręcznik bardzo intrygujący. Scenarzysta pełnymi garściami czerpie z wiedzy na temat rozwoju społeczeństw cywilizacji zachodniej. Nawet jeżeli czyni to po to, by ironizować na temat alternatywnych scenariuszy rozwoju, to i tak pozostaje w ramach wyznaczanych przez faktyczne zdarzenia. Rysownik nadaje natomiast tej opowieści surrealistyczny i groteskowy charakter, dzięki czemu nieco ją odrealnia, ale także sprawia, że ma ona bardziej uniwersalny charakter. Świat przedstawiony w dziesiątym tomie „Rewolucji” w konsekwencji staje się niepokojąco podobny do świata, w którym przyszło nam żyć. I choć automaty nie strzelają jeszcze do ludzi protestujących na ulicach, to pozostałe opisane w nim zdarzenia chyba już od dawna dzieją się wokół nas.

Autor: Paweł Ciołkiewicz