Kommisija 2004
May 21, 2004


Science Fiction, numer 38 maj 2004
Parabola
Choć Skutnik przyzwyczaił już czytelników do charakterystycznego, swoistego i silnie jednorodnego – jeśli chodzi o przyjętą konwencję – rysunku, oba albumy znacznie się różnią. Rewolucje oparte są przede wszystkim na kolorze, pysznym, akwarelowym, dobrze dobranym. Sporo tu miejsca na grę plam barwnych, zmiany tonacji i nastroju. Ta gra barw towarzyszy serii opowieści, delikatnie ze sobą powiązanych i płynnie przechodzących jedna w drugą, które opowiadają mniej lub bardziej dziwne, zawsze jednak w ten czy inny sposób związane z nauką i dziejami ludzkości historie. Skutnik prowadzi nas przez nizwykłe opowieści nie do końca z tej ziemi, pełne zagadkowych sytuacji, zwyczajów i postaci. Tytuł Rewolucje odnosi się do epoki odkryć, wynalazków i postępu, którego meandry zdają się inspirować autora komiksu. Świat tego albumu ma swoisty klimat retro, choć większość z opowiedzianych tam historii nadaje się raczej do jakiejś mutacji Archiwum X – tak łatwo ta o zagadkę lub niecodzienną z naszego punktu widzenia opowieść. Świat Rewolucji pociąga swoistą nierealnością (ustanowioną już choćby przez zaludnienie do charakterystycznymi ‘Skutnikoidalnymi’ postaciami), a jednocześnie słyszy się w nim echo znanych z naszej rzeczywistości motywów. Patrząc na plansze Rewolucji nie mogę oprzeć się skojarzeniom z komiksami Nicolasa De Crecy, ale zapewniam, że są to jak najbardziej pozytywne skojarzenia. […]
Wojciech Birek
przekrój nr 22/3057, 30 maja 2004
Lek na cynizm
Komiksy Mateusza Skutnika to oryginalna, oniryczna i dziecięca kreska, z której wyłania się coś niepokojącego. 28-letni gdański rysownik zaczynał tak jak inni polscy debiutanci, publikując na łamach fanzinów. Drukował też w udanej antologii ‘Wrzesień’ i kilku pismach zagranicznych. Morfołaki to zbiór jego wczesnych komiksów. Dziwne, tajemnicze opowieści mają wiele wspólnego z dawnymi legendami germańskimi i słowiańskimi. Ponure, czarno-białe, jeszcze nie dopracowane rysunki przeżarte są makabrą i czarnym humorem. ‘Rewolucje’ to ich przeciwieństwo tematyczne i plastyczne. To powrót z Północy na Południe, w świat kolorowy, ciepły i słoneczny. Ich bohaterami są wynalazcy, odkrywcy i podróżnicy. Znajdzie się tu miejsce zarówno dla filozofa, jak i badacza podwodnego świata. Opowieść ma szkatułkową formę, a bohaterowie przechodzą koło siebie, mijają się na drogach, by spotkać na końcu. Bezpretensjonalne poetyckie historyjki Skutnika utrzymane w klimacie Borisa Viana są odtrutką na współczesny cynizm.
Bartosz Kurc
Vormkfasa Magazyna Komiksowa, wydanie specjalne, 16 kwiecień 2004, piątek.
Słowo wyjaśnienia. Trzymacie w ręku Vormkfasę, komiksowy zin w takiej formie, w jakiej kiedyś dawno temu się ukazywał. To być może pierwsza okazja dla wielu fanów komiksu spotkania się z tym tytułem, zapewne jedna z ostatnich. Przypominam w tym numerze trzy komiksy Favora, bo był to równie genialny, jak mało znany polski artysta komiksowy. Numer ten jest mariażem kilku pierwszych numerów oryginalnej Vormkfasy. Na pierwszej stronie znajduje się strona otwierająca historyczny pierwszy numer Vormkfasy, który ukazał się w marcu 1997 roku. Na tej stronie znajduje się wstęp Favora do tegoż numeru, kiedy to okazało się, że rzeczony ma nie tylko diabelny talent rysunkowy, ale również fristajlowo-krasomówczy (w ogóle był to człowiek wielu talentów). Na tej stronie znajduje się tez komiks o babci i upadłym aniele, jeden z lepszych kawałków favora. Na drugiej stronie kolejny komiks Favora, który oryginalnie ukazał się w numerze drugim Vormkfasy, w kwietniu 1997 roku. Kolejna dawka asensownego humoru Favora (przykładowy napis na ścianie w kiblu: „debil to osioł”). Na trzeciej stronie chyba najlepsza jednostronicówka favora, „pomidory są chujowe”, oryginalnie opublikowana w czwartym numerze Vormkfasy, z października 1997 roku. Komiks ten doczekał się analizy pani psycholog i ukazał się powtórnie w magazynie Geniusz favora z tego samego roku. Po latach od ukazania się tego komiksu nadal wprawiają mnie w osłupienie dialogi w stylu „masz gilgoty?”, „tylko cnoty mają gilgoty.” Te trzy krótkie komiksy to klasyka magazynu Vormkfasa, i w ogóle komiksu podziemnego tamtych ciężkich lat. Na ostatniej stronie pozwoliłem sobie umieścić mój własny komiks, traktujący o filozoficznym dociekaniu przyczyny wszechrzeczy. Komiks ten ukazał się w 17 numerze Vormkfasy Classic (czyli czterostronicowym odprysku od dużego magazynu Vormkfasa, którym ten stał się w 1998 roku). Patrząc na ten komiks mam wrażenie, że razem z Favorem podobne dyskusje toczyliśmy na temat komiksów. Nasze postawy twórcze były równie odległe, jak poglądy dwóch bohaterów tego komiksu. Przedwczesna śmierć Favora uniemożliwiła dalsze prowadzenie naszego komiksowego dialogu, ale to, do czego doszliśmy pozwala mi stwierdzić, że wraz z jego śmiercią odszedł jeden z największych talentów współczesnego komiksu polskiego. Dziękuję ci za Vormkfasę, Favor. Jeżeli jeszcze czytasz ten tekst, to chyba masz narąbane w głowie, że jeszcze to robisz. Jeżeli jesteś ładną dziewczyną to cię kochamy i chcemy się z tobą umówić w środę po dziewiętnastej u progu, a jeżeli jesteś chłopakiem to cię olewamy, w ogóle nas nie obchodzisz (jak w to wierzycie, to macie narąbane).
Parabola
Treść: akcja toczy się w wyimaginowanej rzeczywistości świata w klimatach surrealistyczno-cyberpunkowych. Trudno nawet mówić o akcji jako takiej, bo na opowieść składa się szereg historii mniej i bardziej ze sobą związanych – pojawiają się pewne przewodnie motywy, ale można też każdą opowieść próbować interpretować osobno. Ze względu na specyficzny styl i klimat albumu nie ma sensu nawet próbować relacjonować konkretnej tresci.
Fabuła jest nietuzinkowa i polega głównie na serwowaniu czytelnikowi swego rodzaju zagadek i tajemniczych zdarzeń, które tenże w pocie czoła musi rozszyfrowywać i domyślać się ‘brakującej’ fabuły. Wszystko to podane w surrealistyczno-filozoficznym klimacie. Klimat jest zresztą najważniejszy i urzekł mnie całkowicie. Niedopowiedzenia są duże a więc i zagadki trudne – powiem szczerze, że większości albumu nie zrozumiałem (ale podobno się da). Ale i tak nie przeszkodziło mi to zostać przez album po prostu oczarowanym ) Bardzo udanym i oryginalnym pomysłem narratorskim jest połączenie poszczególnych opowieści przez postacie pojawiające się w tle wcześniejszej opowieści i stające się pierwszoplanowymi w kolejnej. Rozplątanie zagadek i wyjaśnienie pozostawionych tropów podobno umożliwią czytelnikowi kolejne albumy (które notabene już istnieją tylko nie są wydane).
Rysunek jest po części realistyczny a po części umowny. Ową umowność widać szczególnie w charakterystycznym stylu zdeformowanych twarzy postaci. Inne elementy są utrzymane w bardziej klasycznym, realistycznym stylu – choć wyraśnie uproszczonym, lekkim, od niechcenia (w sensie pozytywnym). Szczególnie owa lekkość i swoboda a także swoista elegancja rysunku robią świetne wrażenie. Cyberpunkowość objawia się przez obecność dziwacznych samochodów, urządzeń – są one bardzo miłe dla oka. Kapitalna kolorystyka – duża paleta barw (głównie ciepłych i pastelowych, choć również i fioletu), znakomity wybór kolorów i ich kompozycja. Podsumowując: oryginalna pozycja zmuszająca do myślenia i główkowania a czasem do głębszej refleksji. Klimat rządzi i choćby tylko z tego powodu komiks zdecydowanie godny polecenia. Czekam niecierpliwie na kolejny tom – chcę wiedzieć o co chodzi
Jax
www.wrak.pl
Forum
Właśnie jestem po kolejnej lekturze ‘Rewolucji’ tom I (kupiłem w zeszłą środę ostatni egzemplarz w krakowskiej Zielonej Sowie). I nie pozostaje mi nic innego, jak dołączyć się do chóru entuzjastów.
Historyjki: świetne, pełne emocji, pozostawiające pole do interpretacji i domysłów. Bardzo fajny był pomysł na połączenie wątków; i to poprzez rysunki, jak i poprzez wypowiadane przez postacie kwestie – pomysł dobry i dobrze przy tym zrealizowany.
Opowiadania są przedstawione z dużym wyczuciem; niedopowiedzenia w treści komiksu – przy nieskomplikowanych przecież fabułach – są doskonale umiejscowione i pozostawiają ten specyficzny niedosyt, który powoduje, że do tego komiksu wciąż się powraca, a na pewno nie można po jego przeczytaniu pozostać obojętnym. Nośnikiem przekazu emocjonalnego w ‘Rewolucjach’ są jednak rysunki.
Ktoś wcześniej wspomniał o Muminkach – coś w tym jest, bo postacie w ‘Rewolucjach’ wyglądają trochę jak dzieci, wykazują pewną nieporadność, czy też nawet bezsilność w swym postępowaniu, wzbudzając w ten sposób określone uczucia. A także są w odpowiedni do tego sposób narysowane, z zamierzonym uproszczeniem niektórych szczegółów, chwilami jakby ręką dziecka. Sposób przedstawienia postaci osobiście kojarzy mi się z tego powodu nawet z pracami Stasysa, a metoda plastycznego przekazu emocji w komiksie – także w pewien sposób z ‘Jimmym Coriganem’ Ware’a.
Same rysunki są bardzo dobre. Autor ma swój od razu rozpoznawalny, indywidualny styl. Widać sprawność w posługiwaniu się akwarelą, która nie jest przecież techniką łatwą.
Ktoś wcześniej wspomniał o braku przesady, chyba w dialogach postaci. To odnieść należy do całych Rewolucji, bo umiar widać nie tylko w fabułach shortów, ale też w rysunkach, kolorystyce, bardzo poprawnym kadrowaniu i wprowadzonych rekwizytach steampunkowych.
Komiks jako całość zachowuje w ten sposób odpowiedni ‘balans’; żaden z jego elementów nie dominuje i nie narusza formalnej ani treściowej równowagi opowieści. Czekam na kolejne części.
Ireneusz Pietryka
Aleja Komiksu.
Parabola
Łączy je czas, oddziela przestrzeń. Razem tworzą jedną opowieść, która mimo że złożona z epizodów nie mających ze sobą wiele wspólnego, tworzy spójną całość. Świat, w jakim się znaleźliśmy w pewnym sensie bliski jest naszemu- wydawać się jednak może obcym i odległym ze względu na swych mieszkańców i sposób, w jaki został nam objawiony.
Bohaterowie są – z charakteru przynajmniej- takimi samymi ludźmi jak Ty czy ja- mają swe pasje, lęki, marzenia. Dążą do nich, a czasami nawet udaje im się je urzeczywistnić. Ich sny zaskakują różnorodnością- wyprawy w nieznane zakątki globu, starania o odzyskanie opieki nad ukochanym dzieckiem, wynalazki przeróżnej maści- a wszystkie opowiadające o tych marzeniach historie spięte klamrą jednego z nich.
Opowieści łącza się w płynny i interesujący sposób- zupełnie jakbyśmy idąc ulicą zwracali uwagęprzenosili spojrzenie na coraz to nowe elementy otoczenialudzi, czasami odbiegając myślami gdzieś daleko, daleko, po to tylko by po chwili znów wrócić do naszejich rzeczywistości- każdy z przechodniów może nam opowiedzieć prawdziwie niezwykłą historię…
Opowieści z albumu ‘Parabola’ w swej pierwotnej formie tworzyły niezależne epizody- na potrzeby wydania egmontowskiego zostały one połączone by stworzyć wielowątkowy tygiel pomysłów.
Historie są raz lepsze, raz gorsze, czasami lżejsze, łatwiejsze, kiedy indziej trudniejsze w interpretacji, zagadkowe- wszystkie jednak warto przeczytać by zrozumieć i pojąć siłę tkwiącą w tym komiksie- przyciągającą uwagę, absorbującą, nie pozwalającą oderwać się na chwilę nawet, dla zaczerpnięcia powietrza. W tym świecie można utonąć. Specyficzny sposób ilustrowania Mateusza Skutnika odrealnia bohaterów (którzy zyskują przy tym karykaturalne wręcz kształty) i ich otoczenie (drzewa przypominające baloniki na patykach na długo zapadają w pamięć) wciągając czytelnika w dziwny, równoległy do naszego ale jednocześnie inny świat.
Budynki, ulice, pojazdy- wszystko wygląd znajomo, ba! swojsko!, a mimo wszystko…inaczej.
Skutnik nie zaśmieca kadrów zbędną ilością detali czy na siłę wprowadzanym cieniowaniem- widzimy tylko najważniejsze linie, najważniejsze dla historii. Jeśli ona tego wymaga- jest ich więcej. Jeśli może się bez nich obyć- mniej.
Ale zawsze w sam raz.
Rysunek świetnie współgra z kolorystyką i ramię w ramię tworzą na wpół bajkowy klimat jedynej w swoim rodzaju, bardziej kolorowej od naszej rzeczywistości. Nie bardziej malowniczej, ale właśnie kolorowej- choć i to niekoniecznie najlepiej będzie opisywać stan faktyczny…Ale efekt dobrze jest zobaczyć samemu, samemu ocenić. ‘Parabola’ to niezwykle udany start albumowych ‘Rewolucji’- z niecierpliwością czekam na kolejny tom, przygotowując przy okazji sprzęt do kolejnego zanurkowania w jeziorze pełnym pomysłów.
Yaqza.
Avatarae
Rewolucja techniczna trochę inaczej
‘Parabola’ to pierwszy z sześciu planowanych albumów serii ‘Rewolucje’. Składają się nań krótkie historyjki powiązane ze sobą jedynie narracyjnie, ale mające złożyć się w całość na końcu opowieści. Traktują o przedziwnych wynalazkach, odkryciach, eksperymentach i wydarzeniach historycznych wykoślawionych jednak w specyficznym krzywym zwierciadle. Takie przypadki nie zdarzyły się w naszej rzeczywistości i w większości nie mogły się zdarzyć. Mateusz Skutnik wymyślając je stworzył cały alternatywny świat, wielokrotnie przypominający nasz, ale jednak mocno różniący się. Jest to zatem alternatywna historia epoki rewolucji technologicznej, która jest starciem rządzących dotąd niepodzielnie sił natury z ekspansywną technologią ludzką. O ile w naszym świecie ta walka miała z góry określony wynik, o tyle na kartach ‘Rewolucji’ nic nie jest przesądzone. Zdaje się, że kolejne badania, wyprawy i odkrycia nie wywołują następnych etapów postępu, świat zostaje w epoce pary, pokonywany przez nieme siły natury.
Skutnik tworzy całe instytuty naukowe, wyprawy badawcze, naukowców przeprowadzających w ukryciu zakazane doświadczenia i badania oraz pokazuje zwykłych ludzi zaplątanych wydarzenia od nich niezależne. Jest tu miejsce na podróżnika wędrującego w głąb Czarnego Lądu, na naukowca starającego się wysłać w kosmos rakietę oraz na kobietę zmuszoną oddać dziecko, a póśniej nie mogącą je odzyskać. Co ciekawe siły natury trwają w uśpieniu, ingerują powoli, najczęściej w odpowiedzi na zaczepki ze strony wroga. To postęp jest agresywny, chce wszystko szybko i z wielką pompą.
Obraz jaki kreuje Skutnik przedstawia się bardzo ciekawie, pojawiają się pytania, na które na razie nie ma odpowiedzi, a to zawsze podsyca ochotę na następną część. Skonfrontowanie niektórych historii daje ciekawe wnioski, przemyślenia. A każda jest oryginalna i pomysłowa, zachwyca ich rozrzut tematyczny i forma narracyjna. Bez wątpienia najbardziej niezwykła i niepokojąca jest pokazana w dwóch odsłonach historia przetrzymywanego w wieży nieszczęśnika o ogromnej głowie, który produkuje wręcz kolejne naukowe książki. Spina ona klamrą album, ale tak, że nie wiadomo czy zakończenie jest chronologicznie wcześniejsze od początku, czy też mamy do czynienia z kolejną ofiarą i następnym, powtórnym eksperymentem.
Dopełnieniem są rysunki. Styl Skutnika jest dobrze rozpoznawalny, szczególnie duże głowy, dodatkowo zniekształcane o absurdalnym wyglądzie. Przy okazji występu Mateusza w antologii ‘Wrzesień’ narzekałem, że stał się więźniem własnego stylu, że nie potrafił narysować kreską niestandardową dla siebie. W ‘Rewolucjach’ ten styl nie przeszkadza, dopełniony kolorami wygląda nawet interesująco. Po prostu komiksy Skutnika nie są łatwe, ani w warstwie scenariusza ani graficznej, wymagają sporej uwagi, zatrzymania się, przyjęcia tej poezji, którą nam serwuje. Trzeba czytać pomiędzy słowami i samymi opowieściami.
‘Rewolucje’ są zatem jedną z ciekawszych premier Warszawskich Spotkań Komiksowych, choć warto przypomnieć, że pierwotnie ukazały się w internetowej Esensji, tam jednak dzielone na odcinki, nie miały tej siły. Jednocześnie z ‘Rewolucjami’ ukazał się pierwszy tom ‘Morfołaków’, które Mateusz rysuje, można zatem śmiało powiedzieć, że wkroczył on zdecydowanie do pierwszej ligi polskiego komiksu. Brawa należą się także wydawcy, który wreszcie sięga po komiks ambitniejszy, trudny, którego u nas nie brakuje, a którego jednocześnie dotąd Egmont traktował po macoszemu.