Rewolucje Panaceum – recenzja na sztukaterze
July 8, 2026
„PANACEUM” – pod tym tytułem kryje się najnowsza, dwunasta już część komiksowej serii „Rewolucje”. Serii, która w znakomity sposób przedstawia różnego rodzaju przełomowe, postępowe i technologiczne przeskoki – tytułowe rewolucje, które zaistniały, istnieją, a być może i dopiero zaistnieć będą mogły lub by mogły w zupełnie innym, alternatywnym świecie. Zapraszam was do poznania recenzji tego pięknego albumu, który ukazał się nakładem Wydawnictwa Timof Comics.
Oto pewien wynalazca, marzyciel i człowiek, który chciałby znaleźć lek na wszelkie problemy i bolączki świata i ludzkości. Oto Witold Pronobis, który to za pomocą siatki na motyle łapie wszelkie słowa, które być może pomogą mu w odkryciu lub stworzeniu uniwersalnego leku na wszystko, co złe. I temu celowi poświęci on wszystko – czas, życie, duszę i serce, za co przyjdzie zapłacić mu bardzo wysoką cenę…
To coś na kształt pięknej baśni, ale takiej raczej dla dorosłego odbiorcy. Baśni o byciu marzycielem i pogoni za spełnianiem tychże marzeń, ale też i ponoszonym koszcie za to, jak się chce żyć i jak bardzo chce się czynić świat i życie innych lepszym. I jest w tym słodko-gorzki posmak, który czasami przybiera te słodsze barwy – zwłaszcza w tych fragmentach, które przedstawiają nam młodzieńczy zapał głównego bohatera, ale są i też te gorzkie smaki, które przypadają głównie na jego już starczy wiek, gdy oto tak naprawdę uświadamia on sobie to, jak wiele poświęcił i jak wiele stracił. I to daje nam wiele do myślenia…
Na początku tej historii mamy swego rodzaju prolog, który ukazuje wydarzenia z udziałem Witolda Pronobisa z „tu i teraz”, gdy oto zasiada on przed swego rodzaju specyficzną komisją zajmującą się jego życiem. Jednakże potem mamy retrospekcję w czasie do młodych i kolejnych lat głównego bohatera, gdy poszukiwał on tego tytułowego panaceum na wszystko – począwszy od niemożności mówienia, poprzez wszelkie choroby, jak i kończąc na każdym innym problemie świata. Wreszcie jest finał w mej ocenie bardzo zaskakujący, mocny i piękny finał, który pozostaje na długo w pamięci.
Mateusz Szkutnik – autor scenariusza tej opowieści, odpowiada tu także za ilustracyjną warstwę tego komiksu. To pociągnięte lekką, płynną, ale też i bardzo wprawną kreską rysunki, które obrazują nam ten przedziwny świat ludzi i nieludzi w jednym, gdzie wszystko jest piękne i jednocześnie trochę brzydkie – na czele z wizerunkiem samych bohaterów, wreszcie gdzie jest i coś z baśni. I jest w tym oczywiście wiele z innej serii tego autora – „Blakiego”, ale też nie w 100%. Do tego dochodzi ciekawe kadrowanie, dbałość o detale oraz ładna kolorystyka, gdzie mamy naprawdę moc wielu rozmaitych i zawsze idealnie dobranych, barw.
To bardzo dobra opowieść, której poznawanie sprawia nam wiele przyjemności, niesie moc emocji z tymi smutnymi i radosnymi na przemian, jak i która naprawdę skłania nas też do ważnych przemyśleń nad tym, co jest istotne w życiu, a co może być tylko mrzonką. I jak wspominałam wyżej, jest to raczej komiks dla dorosłego czytelnika, który odbierze go we właściwy sposób i który skupi się nie na tylko na samych przygodach głównego bohatera, ale właśnie na życiowej, być może trochę i filozoficznej wymowie tej historii.
Rzecz całą podsumowując – komiksowy album „Rewolucje. Panaceum”, to nie tylko udana odsłona tej świetnej serii, ale też i początek czegoś nowego, odrębnej cyklicznej ścieżki, która zapowiada się bardzo interesująco. Przede wszystkim jest to ciekawa, świetnie poprowadzona, pięknie zilustrowana i zaskakująca swoją wymową, historia. I dlatego też gorąco polecam i zachęcam was do sięgnięcia po ten tytuł.



























