Rewolucje 8, recenzja na Gildii Komiksu


Komiksową serię Rewolucje Mateusza Skutnika należy uznać za godny hołd złożony erze silnika parowego, epokowym wynalazkom i wielkim wizjonerom. Mamy tu do czynienia z oryginalnymi opowieściami z pogranicza literatury steampunkowej oraz suspensu, z elementami grozy i kryminału. Twórca przewrotnego cyklu wykreował na jego łamach niepowtarzalne uniwersum, wypełnione wybitnymi jednostkami, a także ich nieszablonowymi dziełami. W ósmym tomie (W kosmosie) pozornie oderwane od siebie wątki mocno zazębiają się ze sobą, a jego osią fabularną jest podróż w stronę gwiazd.

Mateusz Skutnik to jeden z najbardziej utalentowanych, konsekwentnych i precyzyjnych rodzimych artystów komiksowych. Oprócz recenzowanej serii ma na swoim koncie cztery części Blakiego, czyli filozoficzne i egzystencjalne rozważania poczciwego nieszczęśnika, upiorne komiksy z cyklu Morfołaki oraz nieco psychodeliczną Alicję ze scenariuszem Jerzego Szyłaka. Kolejne śmiałe projekty rozplanował z dużym wyprzedzeniem na następne lata.

Ludzie od zawsze marzyli o eksploracji kosmosu. W recenzowanym komiksie owo wiekopomne marzenie zostaje zrealizowane. Odważny astronauta wyrusza w przestrzeń kosmiczną. Niespodziewanie dociera do dziwacznej rzeczywistości, wypełnionej nieżywymi żabami. W niepojętym miejscu znajduje się również enigmatyczny przedmiot – duży fioletowy sześcian, pokryty dziwacznymi znakami. W międzyczasie poznajemy losy innych bohaterów komiksu, w tym ojców sukcesu owego projektu, wnikliwego naukowca oraz rozbitków z zatopionego statku.

Opowieść wypełniona jest całą masą szarlatańskich wynalazków, dziwnych urządzeń i mitycznych przedmiotów (wspomniana kostka). Najmocniejszym punktem niniejszego dzieła są zaskakujące zwroty akcji, soczyste dialogi oraz wszechobecna aura niepokoju, lęku przed niepojętym. Skutnik i Holcman udanie zaprezentowali destrukcyjny układ człowiek – maszyna. Jak w przypadku wcześniejszych tomów serii, zaserwowano nam niebanalne zakończenie oraz wyrazistych bohaterów.

Z dobrej strony prezentują się charakterystyczne ilustracje rodzimego artysty. Skutnik z wielkim wyczuciem rysuje wielce wymowne plansze, pełne apetycznych niesamowitości i pociesznie wyglądających bohaterów. Doskonale wypadają całostronicowe, dopieszczone pod każdym względem kadry – wystarczy spojrzeć na rysunek ze strony pięćdziesiątej czy lądowanie kosmonauty w dziwacznym świecie. Świetne są również akwarelowe, ciepłe barwy oraz układ poszczególnych plansz.

W kosmosie to kolejny mocny album w dorobku artystycznych Mateusza Skutnika. Postmodernistyczna wirtuozeria. Pean ku chwale wynalazczości i szaleńczej pogoni za marzeniami. Brawo.

Ocena: 8/10

Mirosław Skrzydło



Rewolucje w Kosmosie, recenzja na Onecie


“Rewolucje” Mateusza Skutnika to tytuł obok którego żaden miłośnik komiksu nie może przejść obojętnie. W księgarniach niedawno pojawił się 8 tom cyklu zatytułowany “W kosmosie”.

“Rewolucje” zadebiutowały na rynku jeszcze w 2004 roku. Pierwsze historie napisane i narysowane przez Mateusza Skutnika były głównie alternatywnymi opowieściami powstania słynnych wynalazków. Na podstawie jednej z nich Tomasz Bagiński, twórca nominowanej do Oscara “Katedry”, zrealizował krótkometrażowy film “Kinematograf”, który w 2009 roku został pokazany na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji.

Dowcipne i oryginalne historyjki komiksowe z czasem zaczęły łączyć się w większą całość. Akcja wszystkich rozgrywa się w tym samym uniwersum i choć każdym albumie pojawiają się nowi bohaterowie, to uważni czytelnicy dostrzegą w nich wiele nawiązań do wcześniejszych tomów.

Album “W kosmosie” opowiada perypetiach bohaterów, których życie zmieniło się w wyniku zakończonej powodzeniem misji wystrzelenia w kosmos rakiety z człowiekiem na pokładzie. Są wśród nich inżynierowie odpowiedzialni za ten sukces, naukowiec odkrywający tajemnice skrywane przez wiejskie kapliczki, konstruktor usiłujący ustalić przyczynę awarii jednego ze swych robotów, rozbitkowie z zatopionego okrętu oraz uczony-celebryta noszący się z zamiarem popełnienia samobójstwa. W finałowym, szóstym rozdziale wszystkie te wątki łączą się w widowiskowym acz enigmatycznym finale.

Albumem “W kosmosie” Mateusz Skutnik powraca po dwutomowej przerwie jako scenarzysta “Rewolucji” (tylko jedna historia w komiksie jest autorstwa innego twórcy – Szymona Holcmana). Fani cyklu odnajdą w nim wszystko to, co “Rewolucjach” najlepsze – inteligentne scenariusze, niecodziennych bohaterów, humor oraz fantastyczne rysunki.

Jednocześnie jednak “W kosmosie” jest dziełem bardzo hermetycznym adresowanym głównie do miłośników serii. Nawiązania do wcześniejszych odsłon cyklu są subtelne i często niewidoczne na pierwszy rzut oka, a nieoczywiste scenariusze poszczególnych historii mogą irytować osoby dopiero rozpoczynające swoją przygodę z “Rewolucjami”.

Marcin Kamiński



Rewolucje w Kosmosie, recenzja na Hataku


Mateusz Skutnik wyspecjalizował się w tworzeniu opowieści stanowiących swoisty pean na cześć wizjonerów i ich epokowych, częstokroć nieokiełznanych, wynalazków. Fascynacje zdolnego scenarzysty erą silnika parowego, rewolucją przemysłową oraz hitchcockowskim suspensem, znajdziemy w jego przewrotnym cyklu “Rewolucje”. “W kosmosie” to już ósmy tom serii, w którym owe elementy umiejętnie połączono. Eksploracje obcych rzeczywistości czas zacząć.

Pierwsze cztery tomy “Rewolucji” ściśle wiązały się ze sobą. Autor w nowatorski sposób prezentował tam wynalazców, których śmiałość, nieostrożność i determinacja, sprowadzały na nich wielkie nieszczęścia. Rozbuchany świat wykreowany na łamach tychże nowel był wręcz wyśmienity – znaleźć tam można było elementy charakterystyczne dla gatunku retro, klasycznego science-fiction czy steampunku spod znaku Williama Gibsona. Piąty tom (“Dwa dni”) zawierał dwie minimalistyczne, pozbawione słów nowele o silnym ładunku emocjonalnym i dramatycznym. Powstały we współpracy z uznanym scenarzystą Jerzym Szyłakiem (odważne “Szelki”) szósty tom “Rewolucji”, celnie zatytułowano “Na morzu” – akcja rasowego dreszczowca rozgrywa się na ogromnym liniowcu (na wzór Titanica), na pokładzie którego dochodzi do serii tragicznych zgonów spowodowanych przez wściekłe mewy. Mamy tutaj do czynienia z udaną wariacją na temat słynnych “Ptaków” Hitchcooka oraz subtelnym “mrugnięciem do wiernych fanów talentu Skutnika. Siódmy tom (“We mgle”) przyjmuje formę wciągającej zagadki kryminalnej o onirycznej aurze i klimacie rodem z książek sir Artura Conan Doyle’a; symultaniczna nowela rozgrywająca się na krótkich paskach umieszczonych na dole każdej ze stron, świetnie puentuje całą opowieść, a zarazem podkreśla maestrię duetu Skutnik/Szyłak.

“W kosmosie” to wielowątkowa, niepokojąca historia, napisana z niemałą pomocą Szymona Holcmana (redaktora wydawnictwa Kultura Gniewu). Charakterystyczny rysownik w ósmym tomie “Rewolucji” powraca do korzeni, z których wyrosła ta intrygująca seria. Ponownie tematem przewodnim stają się tutaj wynalazki – nieujarzmiony naukowiec pracuje nad prototypem rakiety, którą pragnie wysłać w przestrzeń kosmiczną. Niestety, ma spore problemy z selekcją właściwej mieszanki paliwowej. Gdy już udaje mu się pokonać tą trudność, odkrywca inicjuje wystrzał owego pojazdu. Okazuje się, że przy budowie rakiety niebagatelną rolę odegrały fragmenty księgi zawierającej całą masę światłych teorii i projektów. Odziany w niezgrabny strój nurka kosmonauta przebija się przez osnowę rzeczywistości, docierając do obcego świata wypełnionego stosami martwych istot. W międzyczasie dostrzegamy ogromną kostkę zapisaną specyficzną kombinacją znaków. Jej funkcjonalność i pochodzenie odegrają znaczącą rolę w warstwie fabularnej kosmogonicznej przypowieści.

Bohaterowie albumu skonfrontowani z obiektem obcego pochodzenia (rzeczoną kostką) tracą swe naukowe wyczucie, niepotrzebnie zawierzając technologii, której prawideł nie są w stanie zrozumieć. Skutnik zręcznie ozdobił całość sztafażem fantastycznym, przedstawiając grupę moralnie dwuznacznych postaci, których losy niespodziewanie przeplatają się ze sobą. Świetnie obrazuje to epizod ojca, syna oraz tajemniczego mężczyzny, próbujących uciec z tonącego statku. Rozwiązanie tegoż wątku to prawdziwy popis kunsztu pisarskiego twórcy “Rewolucji”: to jedna z tych serii, w której każdy niepozorny element ma swe jasne wytłumaczenie, a konstrukcja psychologiczna zatroskanych protagonistów jest wręcz mistrzowska.

Cykl Mateusza Skutnika nie odniósłby tak piorunującego efektu, gdyby nie jego solidna kompozycja graficzna. Bohaterowie pojawiający się na łamach ośmiu tomów należą do cudacznej rasy humanoidalnych istot o małych oczkach, opadniętych, kocich uszach oraz chudych sylwetkach. Ich stroje oraz usposobienie kojarzą się z epoką wiktoriańską. Pierwszoplanową rolę odgrywają jednak wszelakie wynalazki, wehikuły, plątaniny kabli, długich korytarzy czy spektakularnych budowli. Całość tworzy iście klaustrofobiczny nastrój, unaoczniający miałkość postaci. Autor “Tetrastychu” bezbłędnie operuje ponurą kolorystyką, a malarskość i precyzyjność kadrów oddaje złożoność fabularną poszczególnych tomów.

Wyobraźnia rodzimego artysty zadziwi każdego miłośnika nietuzinkowych książek z gatunku science-fiction. Skutnik z przytupem dzieli się z nami swą nieposkromioną miłością do przełomowych odkryć, koncentrując się na przeżyciach i tragicznych losach wybitnych umysłów. “W kosmosie” to kolejny dobry album w jego dorobku, udowadniający, iż autor jeszcze wiele może powiedzieć w tej materii. Zwłaszcza, że w przygotowaniu jest już dziewiąta część “Rewolucji” – “Pod śniegiem”. Zagadką pozostaje konwencja oraz zapożyczenia, których użyje we wspomnianym albumie. Zagadką zaostrzającą nasze apetyty na następną ucztę w wybornej odsłonie.

Mirosław Skrzydło



Rewolucje w Kosmosie, recenzja na Paradoksie


Rewolucje powróciły. Dosłownie i w przenośni – bowiem jednym z tematów, który podejmuje Mateusz Skutnik w najnowszym tomie swojego cyklu jest rewolucyjna rola nauki, która potrafi przecierać zupełnie nowe szlaki w rozwoju ludzkości. Otwarte przez nią drogi nie zawsze jednak prowadzą do świetlanej przyszłości. Czasem przynoszą ze sobą nastrój grozy i niesamowitości, niepokoju i niepewności.

Autor powtórnie wykorzystał plansze z poprzednich Rewolucji, jednakże dzięki obróbce graficznej zyskały one zupełnie nowy wymiar. Dopiero ich porównanie uświadamia w pełni czytelnikowi ewolucję, jaką przeszedł jego styl w ciągu ostatnich kilku lat. Skutnik pozostaje wierny wypracowanemu przez siebie sumarycznemu sposobowi traktowania postaci, jednakże w obrębie innych środków formalnych ostatnie trzy tomy przyniosły istną rewolucję. Śmiało kładziony kolor zastąpił minimalistyczne, niemal jednolite plenery. Nie oznacza to jednak, że Skutnik przestał być konsekwentny w swoich kolorystycznych wyborach. Wręcz przeciwnie – barwy są dość ograniczone, zestawione kontrastowo, w pojedynczym kadrze dominuje w sposób widoczny jeden kolor. Jednak w pozornych monolitach plansz pojawiają się wyraziste kontrapunkty barwne – zielenie pośród fioletów, żółcie wśród błękitów. Autor doskonale wykorzystuje świetliste, czyste barwy właściwe akwareli, ale jednocześnie udaje mu się zbudować konstrukcję chromatyczną o wielu poziomach. Nie zadowala się zwykłą zmianą waloru, różnicuje także natężenie i temperaturę barw.

W sferze fabularnej album pozostaje dla mnie sporym zaskoczeniem. Umiejętne wykorzystanie wątków z poprzednich części cyklu, domknięcie ich za pomocą niespodziewanej klamry to z pewnością fakt, który zostanie doceniony przez fanów Rewolucji. Jednocześnie chciałabym zwrócić uwagę na „gościnny występ” Szymona Holcmana w roli scenarzysty. Fabuła wymyślona przez niego bardzo dobrze wpisuje się w znaną nam atmosferę niesamowitości, suspensu i absurdu, jaką przesycona jest cała seria. W najnowszym albumie śmiało wykorzystuje atrybuty znane z popularnej literatury steampunkowej, jednakże magia technologii nie jest dla autora najistotniejsza. To, co najważniejsze, wydarza się na styku człowiek – maszyna. Relacje przedstawione przez Skutnika pomiędzy tymi dwoma rodzajami bohaterów są bardzo subtelne i niejednoznaczne. Ponadto pojawiają się dwa momenty skrajnej samotności – jeden, kiedy rozbitkowie są odizolowani od wszelkiej technologii, a drugi, kiedy to maszyna zamyka w sztucznym, alienującym kokonie człowieka. Prezentuje również przed oczami czytelnika cały wachlarz sytuacji pośrednich, od fascynacji dziecka kosmosem, po bezkompromisowe dążenie do poznania wszechrzeczy. Codzienność zwykłego konstruktora ilustruje przede wszystkim epizod autorstwa Szymona Holcmana, ale na tle obyczajowego sztafażu powstaje w finale dziełko mogące być ironicznym komentarzem do słynnych praw Murphy’ego.
Niewątpliwie Rewolucje: W kosmosie są kolejnych udanym tomem w dorobku Mateusza Skutnika, to jednak mogą stanowić dla czytelnika wymagającą lekturę. Nie zmienia to jednak faktu, że każda minuta spędzona nad skrupulatnie rozrysowanymi planszami nie będzie stracona.

Ania Stańczyk



Rewolucje w kosmosie, recenzja na Polterze


Sygnowana nazwiskiem Mateusza Skutnika seria Rewolucje to bez wątpienia jedna z najsolidniejszych, najpopularniejszych i najlepszych marek na polskim rynku komiksowym. W latach 2004-2006 nakładem wydawnictwa Egmont ukazały się cztery tomy:Parabola, Elipsa, Monochrom i Syntagma. W roku 2010 pod szyldem Mroja Press pojawił się album Dwa dni, a od 2011Rewolucje trafiają do czytelników dzięki wydawnictwu Timof Comics. Dwa poprzednie tomy – Na morzu i We mgle – Mateusz Skutnik namalował do scenariusza Jerzego Szyłaka, tom najnowszy – W kosmosie – w większości stworzył do własnego skryptu, poza rozdziałem trzecim, do którego scenariusz rozpisał Szymon Holcman.

Po drugiej stronie nieboskłonu
Historie z serii Rewolucje to opowieści osadzone w okresie technicznego przełomu oraz przewrotu światopoglądowego. To czas, kiedy niestrudzeni naukowcy badają nieodgadnione tajemnice wszechświata, wybitni wynalazcy poszukują sposobów na okiełznanie prawideł natury, a nieugięci podróżnicy przecierają drogi wiodące do niezbadanych części planety. Przewaga człowieka nad przyrodą wydaje się być bezdyskusyjna. Mimo że siły natury wcześniej często weryfikowały przekonanie o wyższości cudów techniki nad cudami świata, przyszedł również czas na odkrycie tego, co znajduje się po drugiej stronie nieboskłonu.
Najnowszy tom Rewolucji składa się z sześciu rozdziałów. Pierwszy opowiada o długotrwałych przygotowaniach i dziewiczym starcie w kosmos rakiety z kosmonautą na pokładzie. Drugi epizod to historia naukowca szukającego niezbędnych do swoich badań i pomiarów wskazówek pozostawionych na ścianach wiejskich kapliczek. Trzeci rozdział ogniskuje się wokół wymykającego się spod kontroli robota w kształcie kostki i jego nieszczęsnego konstruktora. Część czwarta to historia katastrofy morskiej, gdzie z tonącego statku z życiem uchodzi tylko dziecko i tajemniczy nieznajomy. Historyjka piąta to opowieść o popularnym i lubianym przez media uczonym, który po spodziewanym fiasku swojego eksperymentu naukowego podejmuje próbę samobójczą. Natomiast epizod szósty to wybuchowy finał wszystkich poprzedzających go opowiadań.

Sześć historii – jedna jakość
Każdy z tych różnorodnych rozdziałów z powodzeniem może funkcjonować jako niezależna całość. Zresztą trzy z nich były publikowane już wcześniej w takiej właśnie formie i opatrzone odrębnymi tytułami. I tak rozdział drugi pod tytułem Rewolucje ukazał się jako czarno-biały niemy komiks w przygotowanej przez słoweński magazyn Stripburger w listopadzie 2009 roku międzynarodowej antologii Greetings from Cartoonia – the Essential Guide of the Land of Comics, tom trzeci pod tytułem Robot opublikowany został jako czarno-biały komiks w kolejnej antologii magazynu z Lublany zatytułowanej Workburger w styczniu 2013 roku, zaś tom czwarty pod tytułem Sztorm wydrukowany został w czerni i bieli na kartach pierwszego numeru polskiego magazynu komiksowego Profanum w październiku 2012 roku.
Mimo że każdy z tych rozdziałów pozornie jest oderwaną historyjką, w każdym z nich znajdują się elementy wspólne, które pozwalają nie tylko połączyć poszczególne części w pełnowymiarową opowieść na różnych płaszczyznach, ale i pożenić je z elementami znanymi z wcześniejszych tomów Rewolucji. Wystarczy przypomnieć choćby myślicieli z ogromnymi świecącymi głowami, naukowców pracujących nad wystrzeleniem w kosmos rakiety czy będące obiektem pożądania wielu badaczy karty tajemniczego rękopisu, aby powiązać pewne istotne fakty. A tym podobnych drobiazgów, poszlak, rekwizytów czy nazwisk postaci pojawiających się na kartach komiksu W kosmosie jakby mimochodem, gdzieś w tle lub na marginesie, występuje znacznie więcej. Odszukanie każdego z nich i zespolenie fragmentarycznie prowadzonej narracji w spójną historię przynosi sporo satysfakcji z lektury.
W każdej części albumu w wyniku starań naukowców i działania ich wynalazków przenosimy się wraz z bohaterami w jednym czasie do odmiennych przestrzeni. Elementem wspólnym tych różnych wymiarów są intrygujące sześciany pokryte tajemniczymi inskrypcjami sporządzonymi w nieznanych językach. Czy fuzja kostek doprowadzi do scalenia czasoprzestrzeni? Czy może zintegrowanie brył spowoduje przemieszanie wielu wymiarów? A może do żadnej integracji nie może dojść ze względu na element niepasujący do całej tej skomplikowanej układanki? Enigmatyczne zakończenie ósmego tomu Rewolucji z jednej strony może nieco rozczarowywać i irytować, ale z drugiej strony może również zachęcać do ponownego zapoznania się z treścią komiksu, a tym samym multiplikować wielość odczytań. Pewnie każde z nich jest po części prawdziwe, bo tropów interpretacyjnych jest całkiem sporo. Sam wniosek, który można wysnuć z całej opowieści bynajmniej nie napawa optymizmem. Wręcz przeciwnie: zmusza do chwili przygnębiająco gorzkiej refleksji nad kondycją natury człowieka we współczesnym świecie i pogmatwanej celowości jego najważniejszych działań.

Groteskowy steampunk
Graficznie album przedstawia się wprost znakomicie. Oryginalny styl rysunków Mateusza Skutnika przejawiający się w cienkich uproszczonych kreskach czarnego tuszu oraz pastelowych odcieniach kolorów nałożonych za pomocą farb akwarelowych podkreśla oniryczność i groteskowość opowiadanych historii. Ponieważ trzy opowieści powstały kilka lat wcześniej, autor zdecydował się nanieść na nie modyfikacje mające na celu ujednolicenie ich formy graficznej z zupełnie nowym materiałem. O ile w historiach Robot i Sztorm zmiany miały charakter raczej kosmetyczny, o tyle rozdział drugi wymagał solidnej aktualizacji polegającej na przemalowaniu 20 stron z wersji ołówkowo-akwarelowej na wersję tuszowaną. Dodatkowo na uwagę zasługuje jakość wydania: niemal stu stronicowy album dużego formatu wydrukowany w pełnym kolorze na grubym kredowym papierze i oprawiony w sztywną okładkę wywołuje poczucie obcowania z pięknym przedmiotem, a wyraźnie widoczna na wydrukach tekstura grubego papieru akwarelowego sprawia wrażenie przeglądania oryginalnych plansz komiksu. Słowem: wizualna uczta.
Najmocniejszą stroną serii Rewolucje od samego początku były alternatywne historie powstawania wynalazków ludzkości dobrze znanych i powszechnie dziś wykorzystywanych lub dzieje urządzeń, które historia nauki zupełnie pominęła, oraz osadzenie wszystkich wydarzeń w rzeczywistości, która do złudzenia przypomina naszą codzienność, jednak po bliższym przyjrzeniu się stanowi rzeczywistość całkowicie odmienną. Dzięki temu komiksy Mateusza Skutnika spełniały założenia steampunka jako stylistycznego nurtu w fantastyce naukowej, a jednocześnie stanowiły rodzaj współczesnych baśni przepełnionych niepokojem, dozą ironii i przejawami okrucieństwa. Niewytłumaczalne zawirowania czasu i przestrzeni, niespotykane maszyny konstruowane w zacisznych gabinetach oraz ludzie dokonujący czynów wyprzedzających ich epokę o dziesiątki lat – tego wszystkiego nie brakuje również w albumie Rewolucje: W kosmosie. Zagorzali fani serii nie powinni być zatem zawiedzeni. Tym bardziej mogą już teraz wyczekiwać tomu dziewiątego Rewolucji zatytułowanego Pod śniegiem, który zapowiadany jest na tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi. Z kosmosu spadniemy razem ze śniegiem.

Mały Dan



Rewolucje w Kosmosie; recenzja na independent.pl


Można było się spodziewać, że prędzej czy później bohaterowie „Rewolucji” zaczną myśleć o wyprawach w kosmos. Ten moment właśnie nadszedł.

Tak. To musiało się stać. Mateusz Skutnik, by dopełnić obrazu dziejących się cywilizacyjnych rewolucji, nie mógł uciec od tematyki kosmicznej. No bo czy jest coś piękniejszego niż spełnienie marzeń, by spojrzeć na nasz glob z przestrzeni kosmicznej? Marzenie to przeplata się przez sześć nowelek tworzących najnowszy tom „rewolucyjnego” cyklu. W jednej z nich „lunatyk po wsiach chodzi i ogląda kapliczki”. W innej widzimy naukowca, który nie kończy dnia bez trzech czwartych pomarańczy, szklanki mleka koziego z miodem i prasówki gazet z dnia poprzedniego. W kolejnej próbującego uruchomić swoją machinę – jedną z setek ustawionych w hali – szaleńca, który gotów jest poświecić zdrowe zmysły, by tylko jego urządzenie oderwało się od powierzchni Ziemi. Wreszcie twórcow najnowszego prototypu rakiety, którym do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko odpowiedniej mieszanki paliwowej, pozwalającej wynieść wynalazek na orbitę. Dostajemy zestaw szaleńców, wariatów, ogarniętych chęcią sukcesu… A może po prostu marzycieli?

„Rewolucje w kosmosie” to znów autorski album Mateusza Skutnika. W poprzednich dwóch tomach – „Na morzu” oraz „We mgle” – wykorzystywał scenariusze Jerzego Szyłaka (w najnowszym tomie tylko w jednym epizodzie wspiera go Szymon Holcman). Skutnik chwalił sobie tę współpracę. Mówił, że dzięki temu nie mógł szukać uproszczeń tłumacząc że czegoś nie potrafi namalować. Nie czując oddechu scenarzysty, uproszczeń zaczął szukać, na pierwszy plan wysuwając swe charakterystyczne postaci. I trochę brakuje mi większej liczby teł czy detali we wnętrzach. Choć z drugiej trony Skutnik kupuje mnie kolorystyką i plenerami – jak otwierającą album planszą z dachami miasta, wiejskimi pejzażami ze wspomnianymi już kapliczkami czy też finalną sceną, gdzie nad miastem (Paryż?) rozgrywa się „jakiś fenomen kosmiczny”.

Podobnie jak w ostatnich tomach tak i tym razem przy lekturze „Rewolucji” można bawić się w wyłapywanie smaczków. „Rewolucje na morzu” były wariacją na temat Titanica i „Ptaków” Hitchcocka. „Rewolucje we mgle” z kolei były zabawą wizjami szalonego hipnotyzera z cyrku braci Fellini (!). Teraz uzależnieni od sześcianów bohaterowie – raz ich szukają, raz próbują je zrozumieć, uruchomić – jeśli im się nie uda, są skazani na porażkę, która w ich przypadku oznacza zapomnienie zamiast sławy. Same sześciany to już gadżet chętnie wykorzystywany w kreacjach science fiction. Z innych inspiracji wymienić można jeszcze hellboyowe żaby oraz postać… Marii Skłodowskiej. Zastanawia mnie też, czy autor w latach 80. czytał radziecką propagandówkę „Jak to było? Rok 1917”. Jeśli tak, to scena z synem pytającym ojca, czy „ludzie polecą kiedyś do gwiazd” też nie jest przypadkiem…

Cieszy mnie, że Mateusz Skutnik na dobre wrócił do świata wynalazców i co roku serwuje czytelnikom nowy album z „Rewolucjami” w tytule. Cieszy też to, że dalej ma pomysły, by cykl kontynuować. Już dziś można szykować się na kolejną wyprawę – pod śnieg… A w przypadku tego autora może to oznaczać naprawdę wszystko.

Andrzej Kłopotowski (30.12.2013)



Rewolucje 8: w Kosmosie


r8_cover_600

Rewolucje 8: w Kosmosie

scenariusz: Mateusz Skutnik, Szymon Holcman | rysunki: Mateusz Skutnik

trailersample pages | 24h 2013 | mfk aftermath

finish timestamp | unpacking | sketch | upgrade

W dobie silnika parowego, pylonów elektryczności, sieci sterowców oplatającej cały glob, przenośnej telefonii linowej i radia cóż jeszcze zostało do odkrycia? Kolektywy wynalazców coraz częściej zwracają swój wzrok w górę, do gwiazd, myśląc o pokonaniu ostatecznej bariery. Któż nie chciałby odkryć co kryje się za kurtyną nieboskłonu?

recenzje:



Rewolucje 8 unpacking


rew_8_unpack_1

rew_8_unpack_2

rew_8_unpack_3

rew_8_unpack_4

rew_8_unpack_5

rew_8_unpack_6

rew_8_unpack_7

rew_8_unpack_8



Rewolucje 8 sample pages


rewolucje_8_sample_1

rewolucje_8_sample_2

rewolucje_8_sample_3

rewolucje_8_sample_4

rewolucje_8_sample_5



Rewolucje 8 finished


rew_8_material_fin

That was… few strange days.
From October 7th to November 2nd I created 36 pages of “Rewolucje in Space” comic book. That’s what you can see on the picture above.

That kind of puts to shame that 46/46 thing I did last year. This is not the complete album, you need to add 46 previously finished pages – that adds to a nice number of  82 pages. This is why it took a bit longer this year to finish that. These 46 pages needed few more short stories and some kind of story plot device to glue it all together. And I thought that wouldn’t take that long, but all in all it turned out to be almost another album.

r8_tytulowa

Above: the brave space explorer. I always admired those brave ones who do things no one ever done before. Godspeed my friend. This is the 8th album in the series. It’ll probably be released at the beginning of December, I’ll let you know in a separate post when that happens.

If you’re wondering if this series will continue – have no fear. I already have 4 more albums written, or at least mind-sketched. Or have a good idea on how it should look like. That’s it I guess. Alle the news on Rewolucje I got right now. I’ll be selling the book through my store – you’ll be able to get an autographed copy of it – but there’ll be only like 20 copies available from me directly, so don’t miss the premiere.

Oh, almost forgot:

r8__tools

Last year I wrote about saying goodbye to your characters once you finish drawing them, similar to a wrap in hollywood terminology. The same goes for the tools I use. First one to go was the pencil. Then the watercolors, then ink. The desk is getting emptier each day. I expect it to be completely clean in few days just in time for Submachine 9 development.

Good bye my trusty friends. See you next year.

Hello Submachine 9.


Next Page »