Robaczki z zaginionej doliny. Minuscule po polsku…


W drodze powrotnej zastanawiałem się, kiedy ostatnio wychodziłem z kina aż tak bardzo wkurwiony.

I wyszło mi, że nigdy.

Już dawno nikt tak nie przegrał życia, jak Kino Świat, polski dystrybutor filmu Minuscule – La vallée des fourmis perdues – po naszemu Robaczki z zaginionej doliny.

minuscule_film

Obejrzałem film w kinie w sobotę, piszę tekst w poniedziałek, te dwa dni potrzebne były mi na ochłonięcie, inaczej cały rant składałby się jedynie z przekleństw i wyzwisk. Tak więc, mając to na uwadze:

Co za skończony debil wpadł na pomysł, żeby film NIEMY zaopatrzyć w narrację cholernego Ferdka Kiepskiego i jakiegoś randomowego dzieciaka. Tak, to aktor Andrzej Grabowski, ale w tym filmie to dla mnie jest Ferdek Kiepski, a nie pan Andrzej, powszechnie ceniony polski artysta scen wszelakich.

Co za skończony debil uznał, że polskie dzieci są kretynami i nie zrozumieją pięknie i jasno przedstawionej fabuły filmu, w którym w oryginale nie ma ani jednego słowa dialogowego. Ani jednego. A ci dwaj pieprzą przez całą długość filmu, od samego początku, jeszcze jak był czarny ekran aż po sam napis koniec. Najbardziej kuriozalne jest chyba to, że obaj ci panowie, tak jak i widzowie w kinie oglądają ten film razem z nami i opowiadają sobie co widać na ekranie. Cały czas. Od początku do końca. Mrówka płynie? O, dziadku, dokąd ta mrówka płynie. Biedronka gdzieś idzie? O, dziadku, biedronka gdzieś idzie. I tak w kółko, bez końca. Traktowanie dzieci jak idiotów ma swoje apogeum w scenie w której biedronkę łapie żaba, a Ferdek mówi nam z ekranu: e, tam nie było żadnego potwora, to pan reżyser dodał to do filmu w postprodukcji. Taki efekt czydy. Czydy w tej sytuacji ma oznaczać określenie 3D, a ponieważ Ferdek gra starego dziadka, więc naturalnie gra go jako technicznego imbecyla. Z ciekawszych kąsków polskiego dubbingu można by jeszcze wymienić fakt, że Ferdek podczas seansu trzy razy zasypia, wnuczek dwa razy idzie do kuchni po ciasto, jak zadaje trudniejsze pytania to dowiaduje się że ma siedzieć cicho i nie garbić się oraz czy będzie wynosił grzecznie śmieci. Zabrakło tylko, żeby tego dzieciaka dziadziuś wysłał po piwo. Nic z tych rzeczy nie ma nic wspólnego z tym co się dzieje na ekranie. Oczywiście nie mogło zabraknąć humoru dla starszych, więc czerwone mrówki są określane jako czerwoni, a jak się wnuczek pyta dokąd idzie ta czerwona mrówka (wracała do mrowiska) to dziadek odpowiada, że ona idzie na wschód.

Jeżeli ktoś kompletnie nie kojarzy genialnego serialu dla dzieci o tym samym tytule, to wyobraźcie sobie taką sytuację: Trio z Belleville – jeden z klasyków animacji, film praktycznie niemy. Wyobraźcie sobie że Ferdek Kiepski pieprzy przez całą długość filmu o tym, co dzieje się aktualnie na ekranie. Nóż otwiera się w kieszeni? Oczywiście.

Nie wyszedłem z kina tylko dlatego, że byłem z dziećmi. Zresztą wiele osób w komentarzach na sieci mówi to samo. Tylko ze względu na dzieci zostawali w kinie do końca tego festiwalu srania na materiał źródłowy. Narracja opowiada o wyssanych z palca rzeczach, które nie tylko nie pojawiają się w filmie, ale zakrzykują jego spokojną i cichą atmosferę. Jedna z ciekawszych postaci filmu, mały czarny pająk który zbiera na łące rzeczy i robi z nich dzieła sztuki zostaje w narracji zmasakrowana poprzez określenie, że jest chora psychicznie i jest kleptomanką. I że była w złym momencie życia w tym okresie, ale potem została dobrym działkowiczem. Ponownie – nie ma to nic wspólnego z tym co się dzieje na ekranie.

Oto co czytamy w oryginalnym press packu filmu ściągniętym z oficjalniej strony:

Visually we didn’t want the characters to be too realistic or «cartoonish» either. The aim was to achieve a delicate balance between realistic information, based on documentation, and a simplified design. The decision to forego the use of dialogues was based on the fact we wanted to produce something closer to a documentary than in classic animated films. Real insects being what they are (they don’t talk, or smile, frown, wink…) we wanted to preserve this lack of facial expressions and avoid «humanizing» them. They do sometimes have wide eyes with cartoonish pupils, but never anthropomorphic attitudes. Hélène Giraud & Thomas Szabo

Twórcy jasno i wyraźnie mówią, że rezygnacja z dialogów była artystyczną decyzją ograniczonej antropomorfizacji insektów. Natomiast Ferdek Kiepski (który gra jedną z biedronek w tym filmie) siedzi na kanapie, ogląda film, je ciasto które przyniósł mu wnuczek z lodówki i tak dalej. Poziom fakapu tej całej sytuacji jest po prostu niewiarygodny. Wydaje mi się że trzeba by poinformować Hélène i Thomasa jak bardzo polski dystrybutor wysrał się na ich film. Niewiarygodne po prostu.

Najgorsze w tym wszystkim jest to, że to jest dobry film. Utrzymany w konwencji serialu, ten sam humor, ta sama technika (prawdziwe plenery + insekty w 3D), ta sama muzyka, wszystko pięknie. I na to Ferdek Kiepski. Po prostu ręce opadają.

Dwie szybkie uwagi na koniec:

1. Tutaj jest oficjalny polski trailer filmu

Nie ma w nim ani słowa na temat dubbingu, ani słowa na temat Ferdka Kiepskiego, jest dokładnie tak jak w serialu. Można by powiedzieć że akurat wybrali sceny w których nie było tej narracji, ale nie, ci dwaj pieprzą przez cały film non stop, w tych scenach również było gadane. Jak dla mnie to przykład celowo kłamliwej reklamy filmu, czuję się przez ten trailer oszukany.

2. Uwaga druga. Oto polskie dziennikarstwo filmowe:

robaczki_wyborcza

W tej wideorecenzji pan recenzent mówi o fenomenalnym Grabowskim (najwyraźniej jego rola jest najważniejsza we francuskim niemym filmie o insektach), a następnie informuje nas, że pomimo tego, iż jego znajomi mówili mu że istnieje serial Minuscule, dopatrzył się w internecie grupy polskich fanów serialu – on go nigdy nie widział… Po prostu brawo. Celowo nie linkuję ani do wideorecenzji ani do strony, bo nic wam dobrego z tego klikania nie przyjdzie.

Dwa słowa do polskiego dystrybutora: spierdoliliście to. Jak w piosence Młynarskiego, tylko jeszcze gorzej. Postanowiliście naprawić rzecz, która naprawy nie wymagała i spierdoliliście to koncertowo. Gratulacje.

Podsumowując: Jeżeli jesteście fanami Minuscule – broń boże nie idźcie na ten film do kina. On zabierze wam dobre kilka miesięcy z życia. Jeżeli nie wiecie czym jest Minuscule – najpierw obejrzyjcie serial na DVD lub BluRay a potem również nie idźcie na ten film do kina. Ja czekam na francuskie wydanie BluRay filmu. Naprawdę wolę przepłacić i kupić za granicą u źródła i jeszcze dopłacić za przesyłkę.

Film: 9/10
polski dubbing: 0/10

uwaga, to jeszcze nie koniec! Część druga tutaj.



Submachine 5: the Root HD


sub_5_hd_screen

buy this game

Submachine 5 HD goes one step further than previous HD conversions. This one, aside from being a fullscreen HD version also has enhanced graphics (meaning I spend few days doodling over existing images, making them more detailed – as seen above).

I was also thinking about extending the gameplay, but after a long debate with myself inside my head I decided not to do it. I might write a longer explanation of this later on. Meanwhile, as you all wait patiently for upcoming Submachine 9 – you can revisit this installment. I revisited it after six years after creation and I’m happy to announce it still kind of holds up to todays standards.



Rewolucje w kosmosie, recenzja na Polterze


Sygnowana nazwiskiem Mateusza Skutnika seria Rewolucje to bez wątpienia jedna z najsolidniejszych, najpopularniejszych i najlepszych marek na polskim rynku komiksowym. W latach 2004-2006 nakładem wydawnictwa Egmont ukazały się cztery tomy:Parabola, Elipsa, Monochrom i Syntagma. W roku 2010 pod szyldem Mroja Press pojawił się album Dwa dni, a od 2011Rewolucje trafiają do czytelników dzięki wydawnictwu Timof Comics. Dwa poprzednie tomy – Na morzu i We mgle – Mateusz Skutnik namalował do scenariusza Jerzego Szyłaka, tom najnowszy – W kosmosie – w większości stworzył do własnego skryptu, poza rozdziałem trzecim, do którego scenariusz rozpisał Szymon Holcman.

Po drugiej stronie nieboskłonu
Historie z serii Rewolucje to opowieści osadzone w okresie technicznego przełomu oraz przewrotu światopoglądowego. To czas, kiedy niestrudzeni naukowcy badają nieodgadnione tajemnice wszechświata, wybitni wynalazcy poszukują sposobów na okiełznanie prawideł natury, a nieugięci podróżnicy przecierają drogi wiodące do niezbadanych części planety. Przewaga człowieka nad przyrodą wydaje się być bezdyskusyjna. Mimo że siły natury wcześniej często weryfikowały przekonanie o wyższości cudów techniki nad cudami świata, przyszedł również czas na odkrycie tego, co znajduje się po drugiej stronie nieboskłonu.
Najnowszy tom Rewolucji składa się z sześciu rozdziałów. Pierwszy opowiada o długotrwałych przygotowaniach i dziewiczym starcie w kosmos rakiety z kosmonautą na pokładzie. Drugi epizod to historia naukowca szukającego niezbędnych do swoich badań i pomiarów wskazówek pozostawionych na ścianach wiejskich kapliczek. Trzeci rozdział ogniskuje się wokół wymykającego się spod kontroli robota w kształcie kostki i jego nieszczęsnego konstruktora. Część czwarta to historia katastrofy morskiej, gdzie z tonącego statku z życiem uchodzi tylko dziecko i tajemniczy nieznajomy. Historyjka piąta to opowieść o popularnym i lubianym przez media uczonym, który po spodziewanym fiasku swojego eksperymentu naukowego podejmuje próbę samobójczą. Natomiast epizod szósty to wybuchowy finał wszystkich poprzedzających go opowiadań.

Sześć historii – jedna jakość
Każdy z tych różnorodnych rozdziałów z powodzeniem może funkcjonować jako niezależna całość. Zresztą trzy z nich były publikowane już wcześniej w takiej właśnie formie i opatrzone odrębnymi tytułami. I tak rozdział drugi pod tytułem Rewolucje ukazał się jako czarno-biały niemy komiks w przygotowanej przez słoweński magazyn Stripburger w listopadzie 2009 roku międzynarodowej antologii Greetings from Cartoonia – the Essential Guide of the Land of Comics, tom trzeci pod tytułem Robot opublikowany został jako czarno-biały komiks w kolejnej antologii magazynu z Lublany zatytułowanej Workburger w styczniu 2013 roku, zaś tom czwarty pod tytułem Sztorm wydrukowany został w czerni i bieli na kartach pierwszego numeru polskiego magazynu komiksowego Profanum w październiku 2012 roku.
Mimo że każdy z tych rozdziałów pozornie jest oderwaną historyjką, w każdym z nich znajdują się elementy wspólne, które pozwalają nie tylko połączyć poszczególne części w pełnowymiarową opowieść na różnych płaszczyznach, ale i pożenić je z elementami znanymi z wcześniejszych tomów Rewolucji. Wystarczy przypomnieć choćby myślicieli z ogromnymi świecącymi głowami, naukowców pracujących nad wystrzeleniem w kosmos rakiety czy będące obiektem pożądania wielu badaczy karty tajemniczego rękopisu, aby powiązać pewne istotne fakty. A tym podobnych drobiazgów, poszlak, rekwizytów czy nazwisk postaci pojawiających się na kartach komiksu W kosmosie jakby mimochodem, gdzieś w tle lub na marginesie, występuje znacznie więcej. Odszukanie każdego z nich i zespolenie fragmentarycznie prowadzonej narracji w spójną historię przynosi sporo satysfakcji z lektury.
W każdej części albumu w wyniku starań naukowców i działania ich wynalazków przenosimy się wraz z bohaterami w jednym czasie do odmiennych przestrzeni. Elementem wspólnym tych różnych wymiarów są intrygujące sześciany pokryte tajemniczymi inskrypcjami sporządzonymi w nieznanych językach. Czy fuzja kostek doprowadzi do scalenia czasoprzestrzeni? Czy może zintegrowanie brył spowoduje przemieszanie wielu wymiarów? A może do żadnej integracji nie może dojść ze względu na element niepasujący do całej tej skomplikowanej układanki? Enigmatyczne zakończenie ósmego tomu Rewolucji z jednej strony może nieco rozczarowywać i irytować, ale z drugiej strony może również zachęcać do ponownego zapoznania się z treścią komiksu, a tym samym multiplikować wielość odczytań. Pewnie każde z nich jest po części prawdziwe, bo tropów interpretacyjnych jest całkiem sporo. Sam wniosek, który można wysnuć z całej opowieści bynajmniej nie napawa optymizmem. Wręcz przeciwnie: zmusza do chwili przygnębiająco gorzkiej refleksji nad kondycją natury człowieka we współczesnym świecie i pogmatwanej celowości jego najważniejszych działań.

Groteskowy steampunk
Graficznie album przedstawia się wprost znakomicie. Oryginalny styl rysunków Mateusza Skutnika przejawiający się w cienkich uproszczonych kreskach czarnego tuszu oraz pastelowych odcieniach kolorów nałożonych za pomocą farb akwarelowych podkreśla oniryczność i groteskowość opowiadanych historii. Ponieważ trzy opowieści powstały kilka lat wcześniej, autor zdecydował się nanieść na nie modyfikacje mające na celu ujednolicenie ich formy graficznej z zupełnie nowym materiałem. O ile w historiach Robot i Sztorm zmiany miały charakter raczej kosmetyczny, o tyle rozdział drugi wymagał solidnej aktualizacji polegającej na przemalowaniu 20 stron z wersji ołówkowo-akwarelowej na wersję tuszowaną. Dodatkowo na uwagę zasługuje jakość wydania: niemal stu stronicowy album dużego formatu wydrukowany w pełnym kolorze na grubym kredowym papierze i oprawiony w sztywną okładkę wywołuje poczucie obcowania z pięknym przedmiotem, a wyraźnie widoczna na wydrukach tekstura grubego papieru akwarelowego sprawia wrażenie przeglądania oryginalnych plansz komiksu. Słowem: wizualna uczta.
Najmocniejszą stroną serii Rewolucje od samego początku były alternatywne historie powstawania wynalazków ludzkości dobrze znanych i powszechnie dziś wykorzystywanych lub dzieje urządzeń, które historia nauki zupełnie pominęła, oraz osadzenie wszystkich wydarzeń w rzeczywistości, która do złudzenia przypomina naszą codzienność, jednak po bliższym przyjrzeniu się stanowi rzeczywistość całkowicie odmienną. Dzięki temu komiksy Mateusza Skutnika spełniały założenia steampunka jako stylistycznego nurtu w fantastyce naukowej, a jednocześnie stanowiły rodzaj współczesnych baśni przepełnionych niepokojem, dozą ironii i przejawami okrucieństwa. Niewytłumaczalne zawirowania czasu i przestrzeni, niespotykane maszyny konstruowane w zacisznych gabinetach oraz ludzie dokonujący czynów wyprzedzających ich epokę o dziesiątki lat – tego wszystkiego nie brakuje również w albumie Rewolucje: W kosmosie. Zagorzali fani serii nie powinni być zatem zawiedzeni. Tym bardziej mogą już teraz wyczekiwać tomu dziewiątego Rewolucji zatytułowanego Pod śniegiem, który zapowiadany jest na tegoroczny Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier w Łodzi. Z kosmosu spadniemy razem ze śniegiem.

Mały Dan



2013 wrap-up


213_mash_up

Looks like I started a new secular tradition last year with the summation of 2012. Let’s take a look at 2013 through the promises I made at the beginning of the year.

plan A) Is to create 4 games this year, these are, in chronological order: Daymare Town 410 gnomes in Dubrovnik, Submachine 9 and Where is 2014?

Well, almost. Submachine 9 didn’t happen this year, but Daymare Town 4 was exceptionally big (as in: biggest game I’ve ever done).

Besides this I also intend on doing Rewolucje 8: in Space (Rewolucje w Kosmosie) of which I have already 46 finished pages. I could call it a wrap and just publish it as it is. I could. But I won’t. This album needs another 40 pages or so.

Yes. New Rewolucje album was finished and released in December. A bit late this year, but that’s because DMT4 took so long to finish. That game really took a major chunk of time this year. Turns out this album needed 36 additional pages, so I was almost right with my blind calculation. Since we’re talking about comics, there was also another album released in May – Tetrastych. But that’s the fallout of insane number of 118 pages created in 2012. To put that in perspective – this year I made only 37 pages (one being a short comics about Blaki for Zeszyty Komiksowe).

plan B) Once I’m sure that plan A will be fulfilled, there are other smaller side jobs. Those include: further expansion of the subnet,

Yes. In fact, that expansion happened right there in January 2012. Since then the Subnet got rebranded to Submachine Universe, and as of now is dormant, but this will change in 2014. More on this below.

creating specific series oriented websites for all major ones, such as Covert Front, 10 gnomes, Daymare Town etc. I’d like to move away from the regular online games portal and create game hubs for each series. The one I did for the Fog Fall was received warmly and I think it’s a good direction for the future of our catalogue,

Yes! That happened too. Not only that – I moved away from the pastel stories brand and now all my stuff is under my own name on mateuszskutnik.com, which is the most logical progression I can think of. Pastel Games got redesigned by me as well. All games have their own cozy little homes. There are no doubles anymore – if you want to play my games from under pastel games website – you just jump over to my site. Simple as that.

releasing HD versions of older Submachines, starting with Submachine 6 HD,

Yeah, that… Starting and finishing with Submachine 6 HD. Not that I couldn’t release more, in fact I’ve got two ready – was just waiting for a good release time which kind of didn’t come in 2013. More on this below.

finishing the “mission to…” series,

Lol, nope. Not even close.

other small games (also trying to empty my to-do catalogue).

Yeah, right. Emptying my to-do catalogue. Well, one thing happened, and a significant one. Daymare Cat was a major success, despite being a small off-the-main-series addition to the daymare lore. I attribute that to Cat Jahnke, who created this beautiful song to be used in game. Without it – the perfect storm wouldn’t happen and this game wouldn’t sail as far as it did.

plan C) If time is kind enough I’d like to start painting another Blaki comic album. That would be fourth of the series and I’ve got it all written and sketched right here in my notebook.

Lol, nope. Time wasn’t kind. Or maybe it’s me just getting old. I know that I’ve done significantly less work than year before, but I feel that it was more tiresome. But that only means that I’ll create this album in 2014. In fact – right now. I’ll be making it simultaneously with Submachine 9 in January and February. Well, I already started talking about the future, we can stop with those settlements with the past and talk about what’s going to happen next.

 

2013_wrap_up

Ok, let’s talk business.

1. game wise:

  • Submachine 9, obviously. It’s already somewhat developed, so I should finish it in January (or February, don’t hold my word for it);
  • further expansion of the Submachine Universe. Yes, as before – more locations. It’s at 90 locations total right now – I want to go up to 100 and then stop (for a while at least). Maybe add another layer of puzzles to it. Who knows (well, me in the future knows).
  • Where is 2015? Am I being held hostage to making one of these each year till the end of my time? Well yes, yes I am.
  • HD versions of older games, starting with DMT3 and Sub5. Both are ready to ship, I’ll probably release one  around the 15th of each month. The plan covers DMT2 and DMT1 (in that order) and also going down the list of Submachines. Sub4 – for sure. Others if I have time. Oh, almost forgot – I’ll be releasing Sub5 Hd as is, without additional puzzles or graphic changes – I just can’t spare time for the possible changes.
  • Dare I say smaller games? Like, maybe more mission to… games? Yes, I dare.
  • Submachine 10: the Exit. The last in the main series. I want to at least start making it this year. I don’t believe I’ll finish it in 2014, but let’s just wait and see.

2. comic book wise:

  • Blaki 4 (60 pages)
  • Rewolucje 9: under the Snow (at least 46 pages)
  • If I’m healthy at the time – I want to attend another 24 hour comic book event. That’s in October.  This year I’ll be making Blaki 5 – another Blaki album which is being written and sketched right now. Who’s writing it? Well me, naturally. Why this choice for 24hcd? Because it’s black and white and it’ll be easier to do than then full color comics I was doing previously. Too much hustle with all them paints, waters, papers, brushes and what have you. Painting Blaki in black and white will be swift and clean, ninja style.

 

So the plan is simple – do all this and be happy.

And here we are, 2014 – another transitional year. Another year of closure and waiting for bigger things to come in upcoming years. Well, waiting is a bad word.

Once again – happy 2014. It’ll be a good one.



Where is 2014?


wi_2014_600

play

Holy bejesus that was a close call if I ever saw one. Barely made it this year. Note to self: start working on “Where is 2015?” in mid-july 2014. This game is a small formal experiment (again). Working title of the experiment: single sight game. Tell me what do you think about this kind of gameplay in the comments. Anyways – again – thank you for your undying support through out this year and see you in 2014! Now I’m off to shoot some fireworks with the kids if you don’t mind.

Enjoy!



Rewolucje w Kosmosie; recenzja na independent.pl


Można było się spodziewać, że prędzej czy później bohaterowie „Rewolucji” zaczną myśleć o wyprawach w kosmos. Ten moment właśnie nadszedł.

Tak. To musiało się stać. Mateusz Skutnik, by dopełnić obrazu dziejących się cywilizacyjnych rewolucji, nie mógł uciec od tematyki kosmicznej. No bo czy jest coś piękniejszego niż spełnienie marzeń, by spojrzeć na nasz glob z przestrzeni kosmicznej? Marzenie to przeplata się przez sześć nowelek tworzących najnowszy tom „rewolucyjnego” cyklu. W jednej z nich „lunatyk po wsiach chodzi i ogląda kapliczki”. W innej widzimy naukowca, który nie kończy dnia bez trzech czwartych pomarańczy, szklanki mleka koziego z miodem i prasówki gazet z dnia poprzedniego. W kolejnej próbującego uruchomić swoją machinę – jedną z setek ustawionych w hali – szaleńca, który gotów jest poświecić zdrowe zmysły, by tylko jego urządzenie oderwało się od powierzchni Ziemi. Wreszcie twórcow najnowszego prototypu rakiety, którym do pełni szczęścia brakuje jeszcze tylko odpowiedniej mieszanki paliwowej, pozwalającej wynieść wynalazek na orbitę. Dostajemy zestaw szaleńców, wariatów, ogarniętych chęcią sukcesu… A może po prostu marzycieli?

„Rewolucje w kosmosie” to znów autorski album Mateusza Skutnika. W poprzednich dwóch tomach – „Na morzu” oraz „We mgle” – wykorzystywał scenariusze Jerzego Szyłaka (w najnowszym tomie tylko w jednym epizodzie wspiera go Szymon Holcman). Skutnik chwalił sobie tę współpracę. Mówił, że dzięki temu nie mógł szukać uproszczeń tłumacząc że czegoś nie potrafi namalować. Nie czując oddechu scenarzysty, uproszczeń zaczął szukać, na pierwszy plan wysuwając swe charakterystyczne postaci. I trochę brakuje mi większej liczby teł czy detali we wnętrzach. Choć z drugiej trony Skutnik kupuje mnie kolorystyką i plenerami – jak otwierającą album planszą z dachami miasta, wiejskimi pejzażami ze wspomnianymi już kapliczkami czy też finalną sceną, gdzie nad miastem (Paryż?) rozgrywa się „jakiś fenomen kosmiczny”.

Podobnie jak w ostatnich tomach tak i tym razem przy lekturze „Rewolucji” można bawić się w wyłapywanie smaczków. „Rewolucje na morzu” były wariacją na temat Titanica i „Ptaków” Hitchcocka. „Rewolucje we mgle” z kolei były zabawą wizjami szalonego hipnotyzera z cyrku braci Fellini (!). Teraz uzależnieni od sześcianów bohaterowie – raz ich szukają, raz próbują je zrozumieć, uruchomić – jeśli im się nie uda, są skazani na porażkę, która w ich przypadku oznacza zapomnienie zamiast sławy. Same sześciany to już gadżet chętnie wykorzystywany w kreacjach science fiction. Z innych inspiracji wymienić można jeszcze hellboyowe żaby oraz postać… Marii Skłodowskiej. Zastanawia mnie też, czy autor w latach 80. czytał radziecką propagandówkę „Jak to było? Rok 1917”. Jeśli tak, to scena z synem pytającym ojca, czy „ludzie polecą kiedyś do gwiazd” też nie jest przypadkiem…

Cieszy mnie, że Mateusz Skutnik na dobre wrócił do świata wynalazców i co roku serwuje czytelnikom nowy album z „Rewolucjami” w tytule. Cieszy też to, że dalej ma pomysły, by cykl kontynuować. Już dziś można szykować się na kolejną wyprawę – pod śnieg… A w przypadku tego autora może to oznaczać naprawdę wszystko.

Andrzej Kłopotowski (30.12.2013)



Submachine 9 will NOT be published in 2013


sub_9_scr_2

Ok, let’s address the elephant in the room. As it turns out I won’t be able to finish the new Submachine game this year. It’s just humanly impossible to do it in about 10 days. I know that 100% of you think that it’s ok and you want a quality game rather than a half-baked rushed mess, even by expense of waiting a bit longer. I’m just coming clean to those waiting impatiently and hoping it’ll come this holiday season. I feel like I owe you this piece of information so you can breathe out, at least for now.

A bit longer, probably TL;DR explanation below.

(more…)



Vinyl well


watch video by Alex Voytenko

I received this footage from Daymare Town composer Alex Voytenko in March of 2011. At the time he thought that it was strong enough imagery that it could end up in one of my games. And he was right. After about 2.5 years it found it’s way into Daymare Town 4. Sometimes it turns out the wait is worth it.
The inspiration it seems works in mysterious ways.

dmt_vinyl_1

dmt_vinyl_2

dmt_vinyl_3

dmt_vinyl_4

all photos and video footage shot by Alex Voytenko. Shot in Alushta, Ukraine.



Rewolucje 8: w Kosmosie


r8_cover_600

Rewolucje 8: w Kosmosie

scenariusz: Mateusz Skutnik, Szymon Holcman | rysunki: Mateusz Skutnik

trailersample pages | 24h 2013 | mfk aftermath

finish timestamp | unpacking | sketch | upgrade

W dobie silnika parowego, pylonów elektryczności, sieci sterowców oplatającej cały glob, przenośnej telefonii linowej i radia cóż jeszcze zostało do odkrycia? Kolektywy wynalazców coraz częściej zwracają swój wzrok w górę, do gwiazd, myśląc o pokonaniu ostatecznej bariery. Któż nie chciałby odkryć co kryje się za kurtyną nieboskłonu?

recenzje:



Rewpocalypse 2013


Przygarnij kotka, mówili.
Będzie wspaniale, mówili.
Gdzie oni teraz są, muszę ich znaleźć i dać im w ryj.
Jakiś czas temu stwierdziłem że zrobię inwentaryzację swoich komiksów bo jakoś mi się nie zgadzała liczba egzemplarzy w sklepie z tym co było w kartonach. WIęc patrzę w ten jeden stosik, patrzę i nie wierzę – nalane. I to tak nie że ostatnio, tylko niedgysiej. Tak że zdążyło wyschnąć. Taki siur ninja, przyczajony, ukryty, zabunkrowany jak beczki z odpadami radioaktywnymi w lesie.
Ok, ja rozumiem, szczać po kątach kocia rzecz, przecież kuweta to tylko taki umowny termin, kuweta to stan umysłu a nie miejsce.
Ale.
Te komiksy były zafolijkowane. Elegancko. Więc jak bardzo trzeba być kocim chujkiem i zaszczać tak, żeby dostało się do środka paczki i zalało komiksy?

 

szczoch_01

(more…)


« Previous PageNext Page »